fbpx

Styl i mowa ciała, czyli jak czuć się piękną – wywiad z Izabelą Sobańską

Dziś fantastyczny wywiad z Izabelą Sobańską, Style Coach’em™ oraz Twoją partnerką do piękniejszego życia. Pomaga kobietom w sprawach własnego wyglądu ale przede wszystkim samopoczucia i przełamaniu osobistych blokad.

Gdy potrzebujesz Stylistki, Izabela jest partnerką dla Twojej przemiany. Zapraszam do wywiadu:

Cześć Izabelo, opowiedz coś o Twojej fascynującej pracy, oraz jak to wszystko się zaczęło?

Cześć Marcin, na początku bardzo chciałam Ci podziękować za możliwość podzielenia się z czytelnikami Szkoły Blogera moją codziennością. To niezwykłe towarzyszyć kobietom w przemianie, jaką przechodzą podczas pracy ze mną.

Nie myśl jednak, że to jakieś spektakularne metamorfozy. Nie robię ich i nie wierzę w ich działanie. Napisałam kiedyś o tym artykuł dla portalu Zmiany w Życiu. Przemiana dokonuje się w ich wnętrzu, w postrzeganiu siebie, sposobie myślenia o swoim wyglądzie.

Często kobieta, która do mnie trafia jest, jak ja to mówię „zahukana”. Wynika to z jej dotychczasowego stylu życia, w którym dawała się zdominować. Kiedy zaczynamy pracę kobieta wychodzi ze starych schematów, zaczyna uczyć się słuchać własnych potrzeb i na nowo dostrzegać w sobie własne piękno. Które zresztą zawsze w niej było, lecz bardzo głęboko ukryte.

Po przejściu całego procesu, kiedy rozmawiamy o zakupach czuję bijący od nich spokój, bo zostawiam je z wiedzą na temat tego jakie ubrania są dla nich odpowiednie. Słyszę często także o tym, jak poprawiły się relacje z Mężem, który z zainteresowaniem patrzy na swoją „nową” żonę, która dba o siebie, jest zadowolona z życia, wie czego potrzebuje i potrafi te potrzeby wyrazić. No i te iskierki w oczach, które widzę na ostatnim spotkaniu – to sens mojej pracy, moja misja. I właściwie od tego zaczął się pomysł na Style Coach’ing™.

Zawsze marzyłam o własnej pracowni krawieckiej. Nie wzięło się to znikąd, bo dorastałam w środowisku krawieckim – Babcia była niezwykle utalentowaną krawcową. Każdego dnia przyglądałam się jej pracy. Obserwowałam jak zdejmuje miarę z klientek i tworzy dla nich piękne kreacje. Najpiękniejszy dla mnie był zawsze moment odbioru. Ten błysk w oku, kiedy klientka przegląda się w lustrze i dostrzega w sobie piękną kobietę.

W wieku 6 lat dostałam na Gwiazdkę swoją pierwszą maszynę. Potem niestety życie pokierowało mnie w nieco inną stronę. Ukończyłam studia w zakresie chemii kosmetycznej, ale nadal szyłam dla siebie, rodziców, znajomych. Jednak kiedy tak sobie myślę, to właściwie całe moje życie kręciło się wokół wyglądu – chemia kosmetyczna to też upiększanie, tyle że samego ciała.

Po studiach pracowałam jako przedstawiciel handlowy w branży kosmetyków profesjonalnych dla salonów kosmetycznych, tam przy okazji uczyłam się wizażu. Późnej przeszłam do sprzedaży ubrań znanej polskiej marki w jednym z butików, aż w końcu zmęczona pracą zmianową wylądowałam w korporacyjnym biurze, gdzie poprzez własne doświadczenie nauczyłam się jak działa dress code.

I choć bardzo tę pracę lubiłam to mój stan zdrowia nie pozwolił mi na kontynuację pracy w takim rytmie, jak dotychczas. Wtedy pojawił się pomysł na spełnienie swojego marzenia i rzeczywiście, otworzyłam własną pracownię krawiecką.

Na szczęście rynek szybko zweryfikował mój pomysł biznesowy jako nierentowny w takiej formie, jaką obrałam. Wówczas trafiłam do mojej mentorki biznesowej, która po wysłuchaniu tego, co ja właściwie chcę dawać kobietom po 15 minutach rzuciła – „Czyli chcesz być takim Style Coach’em™?!” I to był przełom. Nie wiedziałam czy istnieje taki zawód, jak się okazało – tak 😉 Więc kiedy tylko miałam taką możliwość od razu zakupiłam kurs dyplomowy w Style Coaching™ Institute w Londynie i rozpoczęłam naukę, którą po 5 miesiącach ukończyłam z wyróżnieniem.

Powiedziałaś, że kobiety, które do Ciebie trafiają dają się zdominować. Komu?

Najczęściej normom społecznym, które znajdują swój wyraz w tym, co mówią nam bliscy – różowy to kolor dla dziewczynek, jesteś za stara na takie krótkie spódniczki i temu podobne. Dla osób wyznających takie teorie nie jest ważne to, że ta kobieta ma piękne nogi, które warto eksponować. I które być może będą ratować całą jej stylizację, bo tu i ówdzie ma nieco więcej ciała.

Taka kobieta po usłyszeniu tych słów zaczyna zakrywać wszystko – to co jej samej się w niej nie podoba i to co w niej piękne. Kobiety zaczynają wówczas nosić worki, pod którymi próbują ukryć całe swoje ciało w wyniku czego ich sylwetka staje się bezkształtna i o żadnym pięknie nie może być tutaj mowy.

Jak to powiedziała Coco Chanel „to, co staramy się zamaskować, będzie tylko jeszcze bardziej widoczne”. I ja w pełni się z tym stwierdzeniem zgadzam. Jednak sama zmiana stroju to nie wszystko. Te „normy” bywają tak silnie zakorzenione w kobiecie, że potem musimy sporo się napracować, aby odwrócić w jej głowie przekonanie, że jest za brzydka i za stara, aby pokazywać swoje ciało.

Po drugie dają się też zdominować oczekiwaniom stawianym im przez społeczeństwo, ale także takim, które same sobie narzucają – musisz być perfekcyjną mamą, żoną, ciocią, córką, … . Zapominają tylko o tym, że przede wszystkim są kobietami, że muszą czuć się dobrze same ze sobą, aby móc dawać siebie innym.

Kiedy mama jest nieszczęśliwa dziecko od razu to wyczuwa i przejmuje ten jej stan oraz tworzy wzorzec – żony poświęcającej się dla rodziny, a siebie stawiającej na ostatnim miejscu, zaniedbanej. Robimy ogromną krzywdę własnym dzieciom taką postawą. Córki przejmują schemat i również całe życie są nieszczęśliwe, bo uważają to za normę. „Skoro mama nie była szczęśliwa, to ja nie mogę cieszyć się życiem”.

Synowie z kolei wyrastając pod skrzydłami, wybacz za określenie – „kwoki”, która wprawdzie pracuje zawodowo, ale po powrocie do domu ugotuje, wypierze, wyprasuje, pozmywa i jeszcze podstawi wszystko każdemu domownikowi pod nos, nie zwracając uwagi na własne potrzeby, tworzą w swojej głowie wzorzec przyszłej żony.

Czy aby na pewno chcemy, aby nasze dzieci były nieszczęśliwe? Nie wydaje mi się. Czy nasi rodzice chcieliby, żebyśmy byli nieszczęśliwi? Też raczej nie. Dopóki tego nie zakomunikujemy – werbalnie lub nie, nikt nie dostrzeże, że jest nam źle.

Co ciebie motywuje do działania?

Ten błysk w oku kobiet, o którym wspomniałam wcześniej. Ta przemiana, której mam okazję towarzyszyć, obserwować ją. To dla mnie zawsze ogromne wyróżnienie, że kobiety wybierają właśnie mnie do tak intymnego momentami procesu.

Szafa kobiety, powinna być zapełniona w sam raz, czyli nie tylko styl ale również użyteczność?

Zdecydowanie tak. Nigdy nie uznawałam nadmiaru w szafie. Od 15 roku życia regularnie przynajmniej raz w roku pozbywałam się ubrań, których nie nosiłam przez ostatni rok. Zawsze wydawało mi się to takie normalne i byłam przekonana, że wszyscy tak robią. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jednak nie 😉 Teraz mam okazję uczyć tego inne kobiety.

Oczywiście, są ubrania na wielkie wyjścia, które muszą czekać na odpowiednią okazję i po prostu leżeć w szafie, czasem nawet kilka lat, jeśli są ponadczasowe. Ale ubrania na co dzień muszą zapewniać nam przede wszystkim komfort funkcjonowania oraz doznania estetyczne, nie mogą być zatem tylko użyteczne, to musi iść ze sobą w parze.

Szklanka jest w połowie pełna czy pusta?

Pełna 🙂

Skąd pomysł na bloga? Czy to wyszło naturalnie, czy działasz zgodnie z zaplanowanym schematem?

Działałam na podstawie schematu i trochę pod wpływem mody na blogi. Uległam sugestiom doradców w zakresie marketingu – pisz bloga, prowadź fanpage na Facebooku, Instagrama, rób Stories.

W pewnym momencie mnie to przytłoczyło. Nie wiedziałam, w którą stronę iść, co publikować, brakło mi pomysłów. Jednym słowem – utknęłam. W jakimś dziwnym martwym punkcie, z którego nie miałam pomysłu jak wyjść. I wtedy zaczęłam poznawać ludzi na żywo – na szkoleniach, spotkaniach.

Jak się okazało to oni zaczęli być moimi klientami, a nie te osoby, które obserwują mnie w mediach społecznościowych. Wtedy nadszedł moment zaciągnięcia hamulca, zawieszenia publikacji w Internecie i obserwacji tego co się stanie.

I co się wydarzyło?

Zaczęły pojawiać się różne propozycje. Pracy z klientami indywidualnymi, współpracy.

Czy blogowanie wpłynęło u Ciebie na sukces oraz budowę personal brandu?

Zależy co masz na myśli pytając o sukces 😉 Jeśli chodzi o finansowy to zdecydowanie nie. Blogowanie wymaga ogromu pracy i wiedzy lub zatrudnienia osoby, która ogarnie grafiki, publikacje itp.

Po dwóch latach prowadzenia bloga mogę stwierdzić, że nie da się tego robić na zawołanie. Jeśli pisanie nie jest Twoją pasją, nie kształcisz się i nie rozwijasz w tym kierunku to niewiele z tego będzie. Obecnie jestem na etapie porządkowania bloga i niechęci do powtarzania treści, które ktoś gdzieś już napisał.

W 2016 roku ilość treści w Internecie podwajała się co 2 lata, podejrzewam, że teraz ten czas uległ znacznemu skróceniu. Jednak to podwajanie treści wydaje mi się pozorne, bo mnóstwo osób publikuje niemal to samo, tylko nieco inaczej przedstawione.

Co można napisać na przykład na temat znaczenia kolorów? No raczej nic odkrywczego – znaczenie jest, jakie jest, a jeśli się zmienia, to w bardzo długiej perspektywie czasowej, np. obecnie kolor niebieski kojarzy się z biznesem i liniami lotniczymi, jeszcze 10-20 lat temu tak nie było.

Ale to tylko jedna mała kropelka informacji w stosunku do tego, jakie znaczenie niesie za sobą kolor niebieski w różnych kulturach od wieków. I te 5,63 miliona wyników w Google, które daje hasło „znaczenie koloru niebieskiego” to wszystko jedna i ta sama treść.

Natomiast blog zdecydowanie pozytywnie wpływa na budowanie wizerunku firmy, czy tak jak w moim przypadku marki osobistej. Dowodem na to – dzisiejszy wywiad 🙂 Jest to jednak działanie zdecydowanie długofalowe i na efekty trzeba czekać latami, więc niezbyt służy to takiej osobowości jak ja, która efekty musi mieć od razu jak coś zrobi 😉

Jak wygląda praca jako Style Coach™?

Najpierw rozpoznaję potrzeby klientki. Wstępna konsultacja zawsze jest bezpłatna, trwa 30 minut i poprzedza ją ankieta, na bazie której nazywam potrzeby kobiety, która się do mnie zgłasza. Na tej podstawie jestem w stanie zaproponować dalszą współpracę.

Zwykle jest to całkowita stylizacja, czyli analiza stylu, analiza potrzeb, analiza kształtu twarzy, analiza kolorystyczna, analiza sylwetki, wietrzenie szafy i zakupy.

Chyba jako jedyna stylistka w takim całościowym pakiecie oferuję podwójne zakupy, czyli takie które odbywają się od razu po zakończeniu wietrzenia szafy oraz drugie, w kolejnym sezonie.

Niestety, Polska aura wymaga od nas nieco innych ubrań na lato, a innych na zimę. Obie te pory roku rządzą się w szafie nieco innymi prawami i dlatego nie chcę zostawiać moich klientek na pastwę losu, tylko daję im wsparcie w kolejnym sezonie.

Robię to po to, aby były w stanie później samodzielnie zaopatrywać się w nowe ubrania. I może to nie jest biznesowo opłacalne, bo taka klientka nie wróci do mnie za pół roku, rok czy dwa. Ale ja nie chcę produkować sobie klientek. Byłoby to dla mnie nie do zaakceptowania i niezgodne z moimi wartościami.

Chcę, aby kobiety samodzielnie potrafiły ubrać się tak, żeby podobać się sobie oraz wyglądać i czuć się jak milion dolarów.

Z jakimi problemami przychodzą do Ciebie klienci?

Głównym problemem moich klientek jest pełna szafa, mimo której, jak przychodzi co do czego, to nie mają w co się ubrać. Czyli klasyczne „szkoda wyrzucić, bo jeszcze dobre”. Drugi problem to mam tyle ubrań, a ciągle chodzę w tym samym.

Jeśli chodzi o szafę, tak jak w innych aspektach życia działa zasada Pareto – 20% ubrań nosimy przez 80% czasu. Dlatego warto mieć w szafie wyłącznie ubrania, które kochamy, które są z nami spójne, dobrze się w nich czujemy i są idealnie dopasowane do naszych potrzeb, sylwetki i typu kolorystycznego.

Wszędzie używasz określenia „klientek”, czy pracujesz tylko z kobietami?

Moja główna działalność i komunikacja owszem, skierowana jest wyłącznie do kobiet, ale gdy zgłasza się do mnie mężczyzna, albo para to pracuję także z płcią przeciwną.

A jak potrafisz zmienić ich życie na lepsze?

Przede wszystkim zdejmuję z nich ciężar powinności. To zdanie „szkoda wyrzucić, bo jeszcze dobre” jest efektem po pierwsze zakładania na siebie obowiązku bycia lojalnym wobec własnych decyzji – „skoro kupiłam to muszę nosić”.

Nie ważne, że nie lubię tego ubrania, że do niczego mi nie pasuje, że ten zakup był tylko chwilową słabością, bo dokonałam go pod wpływem emocji. Efektem tego są pełne szafy ubrań, które nigdy nie zostały założone.

A po drugie wyidealizowanych planów na przyszłość „jak schudnę, będzie w jak znalazł”. Ja wtedy mówię „Jak schudniesz, to kupisz sobie nowe, ładniejsze, w nagrodę za to, że schudłaś. Poza tym, prawdopodobnie zmieni Ci się wtedy sylwetka, więc raczej te ubrania Tobie się już nie przydadzą. Pozwól cieszyć się nimi komuś innemu”. Może brutalne, ale przestawia umysł na myślenie o sobie tu i teraz.

Nie ma wczoraj i nie ma jutro – te dwa punkty istnieją tylko w naszych umysłach. Jest tylko dziś i dziś się ubierasz, dziś masz się sobie podobać, dziś wychodzisz do ludzi, więc miej w szafie tylko to, co dziś sprawi, że będziesz wyglądać i czuć się pięknie. Jestem zatem taką małą dobrą wróżką, która pomaga podjąć decyzję o rozstaniu się z błędami zakupowymi i uzupełnieniu szafy o ubrania, które codziennie rano będą wprawiać kobiety w dobry humor.

Jakie plany na przyszłość?

Z pewnością rebranding, ponieważ obecna postać mojej działalności nie odzwierciedla w pełni tego, czym się zajmuję. Oprócz tego, że pomagam kobietom ubierać się w zgodzie ze sobą uczę także utrzymywania prawidłowej postawy.

Nauczyłam się tego podczas wielu lat treningów tańca towarzyskiego, ukończyłam także kurs instruktora korekcji postawy ciała i chciałabym to wykorzystać. Planowałam uruchomić zajęcia stacjonarne z nauki utrzymywania prawidłowej postawy, jednak obecna rzeczywistość nieco pokrzyżowała moje plany, więc może jakiś kurs online, kto wie 🙂

Izabelo, dziękujemy za przepiękny wywiad, życzę realizacji planów i marzeń.

Jeszcze raz, dziękuję za zaproszenie do wywiadu.

Więcej na blogu Izabeli: http://stylistkacodziennejszafy.pl/

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.